Z tarasu degustacyjnego Winnicy pod Skarpą widać rzędy winorośli schodzące lessowym zboczem ku dolinie. Jeszcze kilkanaście lat temu rosły tu stare jabłonie — pozostałość sadów, które pamiętały czasy świetności nałęczowskiego uzdrowiska. Marek, założyciel winnicy, posadził pierwsze krzewy w 2009 roku, kiedy w Polsce winiarstwo dopiero raczkowało.
„Wszyscy pytali, czy mi się uda. Ja pytałem tylko, kiedy" — wspomina, otwierając butelkę białego wytrawnego, tego samego, które w 2023 roku zdobyło medal na konkursie win krajowych. Less, na którym rośnie winorośl, to ta sama gleba, która od wieków dawała Nałęczowowi słynne sady i warzywniki: przepuszczalna, ciepła, mineralna.
Terroir po lubelsku
Marek nie lubi wielkich słów, ale o swojej ziemi potrafi opowiadać godzinami. Lessowe zbocza magazynują ciepło i oddają je winorośli długo po zachodzie słońca, a różnice temperatur między dniem i nocą budują w gronach aromat. „W Polsce nie zrobimy wina jak z południa Europy. I bardzo dobrze — nasze ma być nasze".
Less i słońce robią swoje. My tylko staramy się nie przeszkadzać.
Pierwszy własny rocznik zabutelkował w 2014 roku. Cztery lata później otworzył salę degustacyjną z widokiem na winnicę i od tej pory w każdy letni weekend przyjeżdżają tu goście z całej Polski. Degustacje łączy z lokalnymi serami zagrodowymi — jak mówi, dobre sąsiedztwo smakuje najlepiej.
Plany na przyszłość? Więcej win różowych, eksperymenty z cydrem z jabłek starych odmian i — przede wszystkim — spokój. „Winnica nauczyła mnie, że na wszystko przychodzi pora. Wino dojrzewa samo. Trzeba mu tylko nie przeszkadzać" — powtarza, dolewając kolejny kieliszek z widokiem na zbocze, które pamięta jeszcze uzdrowiskowe sady.



