Boisko sportowe w Wólce od rana pachniało świeżym chlebem i smażonymi pierogami. Dożynki gminne, największe święto plonów w okolicy, zgromadziły w tym roku rekordową liczbę wystawców — od kół gospodyń po piekarzy i pasieczników. My przyszliśmy z pustym koszykiem i wróciliśmy z pełnym.
Sercem wydarzenia był tradycyjnie konkurs wieńców dożynkowych. Koła Gospodyń z całej gminy przez tygodnie wyplatały misterne konstrukcje z kłosów, ziół i polnych kwiatów. Zwyciężył wieniec KGW „Wólczańskie Smaki" — i trudno się dziwić, bo laureatki wojewódzkich dożynek mają w tym wprawę od lat.
Pierogi schodziły szybciej niż wieńce
Przy stoisku Wólczańskich Smaków kolejka nie malała ani na chwilę. „Lepiłyśmy od czwartku, trzy tysiące sztuk — i widzę, że do wieczora nie zostanie ani jeden" — mówiła nam Halina Mazurek, przewodnicząca koła, nakładając kolejną porcję pierogów ruskich.
Lepiłyśmy od czwartku, trzy tysiące sztuk — i do wieczora nie zostanie ani jeden.
Kilka kroków dalej Piekarnia na Zakwasie ze Świdnika dowiozła na dożynki bochenki prosto z pieca opalanego drewnem. Chleb żytni, nagrodzony kilka lat temu w konkursie produktu lokalnego, sprzedał się przed południem. Obok kusiły nalewki, miody i sery zagrodowe — pełen przegląd tego, co gmina ma najlepszego.
Wieczorem, przy muzyce kapeli ludowej, organizatorzy zapowiedzieli, że przyszłoroczne dożynki będą jeszcze większe. Sądząc po tłumach i pustych straganach pod koniec dnia — będzie na kogo czekać.




